czwartek, 4 maja 2017

Changes + Many answers

Hejka, po dosyć długiej, ponad miesięcznej przerwie, stęskniłam się za przesiadywaniem i pisaniem postów. Zdecydowałam się że zmienię tu trochę 'format', jeśli w ogóle mogę to tak nazwać. Chciałabym żeby wszystko było spójne i do siebie pasowało, dlatego postanowiłam że nie będę wstawiała tu postów o moich codziennych przejściach (może kiedyś powstanie dodatkowa zakładka 'daily' nie wiem jeszcze), tylko skoncentruje się na ubraniach oraz kosmetykach. Będę starała się uzyskać jak najlepszą jakość zdjęć, ponieważ jest to coś co chciałam od samego początku uzyskać i chyba w reście dałam radę. Dzięki dosyć długiemu oszczędzaniu, chociaż w moim wypadku lepiej powiedzieć chomikowaniu pieniędzy udało mi się kupić telefon z prawdziwego zdarzenia, którym będę w stanie robić bardzo dobre zdjęcia. Teraz postanowiłam że odpowiem na kilka pytań które na pewno was aktualnie bardzo nurtują ;)

Jaki to telefon sobię kupiłaś?
Cóż może kiedyś o tym wspomnę ale jak na razie wydaję mi się że to mało ważne.

Czemu cie aż tyle nie było?
⇒Kilka tygodni temu miałam praktyki, zaczynałam o 9, kończyłam o 17. Po pracy jedyne o czym myślałam to żeby zjeść i pójść spać. A w Weekendy wolałam spędzić czas z przyjaciółmi niż siedzieć w domu. Po praktykach zaczęły się ferie, czyli w piątek po pracy musiałam się spakować, gdyż jechałam do Polski do babci. W nocy z piątku na sobotę, około 2 nad ranem wyjechałam, a w domu byłam dopiero o 11. Tam spędzałam czas z rodziną oraz przyjaciółmi, nie chciałam marnować czasu ponieważ nie wiedziałam kiedy znowu do nich pojadę.

Gdzie zdjęcia?
⇒Niestety tym razem ich nie będzie, ponieważ w Polsce rozwaliłam telefon i nie miałam czym ich robić.

Kiedy kolejny Post?
⇒Kolejny post powinien być na dniach ;) W tym czasie zdążyłam zakupić wiele rzeczy które chciałabym pokazać ;)


Jeśli macie jakieś pytania możecie chętnie zadawać na Pw oraz w komentarzach ;)

sobota, 1 kwietnia 2017

Hard week

Ostatnie dwa tygodnie nie były dla mnie sielanką. Jak już pewnie wiecie miałam ostatni tydzień szkoły, przed feriami wielkanocnymi, w którym dwoje moich ukochanych nauczycieli postanowili napisać pracę klasowe z przedmiotów które zdecydują o moim dostaniu się do szkoły ponadgimnazjalnej, czyli niemieckiego oraz matematyki. Cały tydzień musiałam na nie pałować, pewnie zastanawiacie się jak można się uczyć na matematykę, i tu was zaskoczę, normalnie. Jeśli ma się takiego kochanego nauczyciela, czujecie ten sarkazm, który wymaga od was napisania kilka pół stronnych regułek 1:1 z pamięci, to potrzeba do tego sporo czasu.

Miałam nadzieję że w weekend odpocznę i w końcu się wyśpię. Jednak znowu mogłam tylko pomarzyć. W wiosce, w której mieszkam, zorganizowany został, jak co roku, festyn z okazji zakwitnięcia drzew migdałów. Jako że zbieram aktualnie trochę pieniędzy, na nowy telefon, którym będę mogła robić dla was zdjęcia w lepszej jakości, dzięki pomocy taty, dostałam dobrze płatną pracę na jednym z wielu stoisk z winem. Musiałem przez cały weekend odbierać szklanki. Przez trzy dni miałam zakwasy na rękach, od ramienia do czubków palców. No cóż trzeba w końcu się przyzwyczaić do pracy bo nie zostało mi za dużo czasu do ukończenia szkoły. Pod spodem macie dwa zdjęcia które udało mi się zrobić w miejscu mojej pracy. Jak sami widzicie, był ogromny tłum.



Poniedziałek sam w sobie zapowiadał się bardzo dobrze. Nie miałam szkoły tylko praktyki. Niestety miejsce w którym je robię, okazało się strasznie nudne. Przez 7 godzin siedziałam albo stałam i patrzyłam na to co robią inni. Niby nic męczącego ale po weekendzie nie miałam nawet na to siły. Dlatego że na dworze była naprawdę ładna pogoda oraz mój szef miał bardzo dobry humor, puszczał mnie codziennie trochę wcześniej do domu. Przez praktyki które mam od 9 do 17, nie miałam czasu wyjść pojeździć na rolkach, muszę przyznać że jest mi z tego powodu naprawdę przykro.

Dziękuję że wytrwaliście do końca tej cudownej lektury oraz zachęcam was do Obserwacji oraz wpadania na mojego Instagrama ;) xoxo

poniedziałek, 20 marca 2017

Just Roll!

Przez cały weekend miałam ochotę wyjść z domu i przejść się pomiędzy rajami winogrona (mieszkam na Niemieckiej Ulicy Winnej, Deutsche Weinstraße). Jednak znowu nie było mi to dane. W piątek wieczorem podczas jedzenia, naruszyło mi się coś w aparacie, przez co bolała mnie cała szczęka. Niestety mój dentysta ma jeszcze ponad tydzień urlopu. Więc zostało mi tylko faszerowanie się jakimiś pigułkami przeciwbólowymi i czekanie. Na szczęście mogłam odpuścić sobie w sobotę jazdę na rolkach i dać odpocząć mięśniom, w niedzielę jednak musiałam się podnieść z łóżka i odbębnić swoją jazdę. Ból stał się bardziej znośny, jednak ja na wszelki wypadek połknęłam jedną tabletkę. Nie miałam jakiegoś konkretnego celu na swoją przejażdżkę, więc zapytałam swoją przyjaciółkę czy zechciałaby mi potowarzyszyć w jeździe. Spontanicznie zdecydowałyśmy się pojechać na parking decathlonu, gdyż jest on naprawdę super miejscem do jeżdżenia bo ma gładki asfalt i gdyż jest niedziela, czyli w Niemczech dzień wolny od pracy, był pusty. Jako że koleżanka wie że prowadzę bloga, zaproponowała że porobi mi zdjęcia i muszę wam powiedzieć że naprawdę zrobiła ich multum, mimo tego że wiatr nie chciał z nami współpracować. Spośród około 200 zdjęć wybrałam 'perełki' które najbardziej mi się spodobały. I z czystym sumieniem mogę powiedzieć że dotrzymałam słowa, które dałam wam w ostatnim poście, ponieważ jest ich sporo. Na jednym z nich złapała się moja przyjaciółka, której z całego serduszka chcę podziękować za zdjątka i za to że ze mną pojechała. Chciałam wam jeszcze bardzo podziękować za ponad 250 wyświetleń pod ostatnim postem, nie spodziewałam się że tamten mini Haul spodoba wam się aż tak bardzo, jesteście mega <3 xoxo 


























































Bluza Crop
Spodnie Tally Weijl

Rolki Decathlon
Ochraniacze Rollerblade

sobota, 18 marca 2017

#1 Haul - Primarkt


Wiosna już tuż tuż, trzeba w końcu zaopatrzyć się w jakieś lżejsze ubrania. Zaraz po wycieczce szkolnej (która nie była ciekawa, dlatego nie ma o niej postu) nadarzyła się idealna okazja do pojechania do Primarkt'u. W mojej "okolicy" znajdują się aż dwa, jeden oddalony o 30km, a drugi 40km. Wybrałyśmy się do tego który był bliżej i nie był to zbyt dobry pomysł. Znajduję się on w najbardziej oblężonej galerii w tamtym mieście. Byłam w nim pierwszy raz i totalnie nie wiedziałam gdzie co jest. Przez 2 godziny gubiłam się pomiędzy regałami z ciuchami i nie spodobało mi się praktycznie nic. Kupiłam tylko dwie bluzki z krótkim rękawkiem, po 3€ za sztukę, oraz tradycyjnie, jak na każdej mojej wizycie w Primakt, jedną paczkę z majtkami (4 sztuki) których w Primarkt'cie jest po prostu multum rodzajów, wzorów oraz kolorów. Mają znośną cenę, ponieważ było to tylko 4,50€. Tuż przy kasie zgarnęłam jeszcze jedną świeczkę, nie dość że w pięknym pudrowo różowym kolorze , to jeszcze o zapachu mojego ulubionego kwiata czyli dzikiej Orchidei, słodkości dodaję jej odrobina miodowego aromatu. Uwielbiam świeczki z Primarkt'u, nie dość że mają cudowne zapachy i są tanie, bo kosztują tylko 1€, to dodatkowo bardzo podoba mi się ich wygląd. Te małe słoiczki są po prostu urocze!  Hmm, zdjęcia tych ciuszków musiałam zrobić sobie sama, bo żadna z moich koleżanek nie miała czasu. A że rozpromieniło się w moim mieście i jest tu multum turystów, chciałam zaoszczędzić sobie ich idiotycznych spojrzeń, podczas robienie sobie zdjęć samo wyzwalaczem, na zewnątrz, dlatego są one robione u mnie w pokoju.











Na koniec naszej małej wyprawy zaszłyśmy po kawę oraz precla i poszłyśmy na nasz pociąg. Usiadłam na barierce i poprosiłam koleżankę o zrobienie zdjęcia. Wyszło trochę za bardzo "tumblr" jak na mnie. Pewnie już zauważyliście że staram nie ubierać się tak jak wszystkie inne dziewczyny. Lubię trochę odbiegać od innych. A fakt że ta kawa była ze Starbucksa wcale mi przy tym nie pomagało. I nie, nie było to celowe pójście tam, po prostu ta kawiarnia znajdowała się najbliżej dworca.



W najbliższym czasie będe wybierała się do tego trochę bardziej oddalonego Primarkt'a w którym dokładnie wiem gdzie co jest i mam nadzieję że tamte zakupy będą bardziej udane ;) Zapraszam na swojego Instagrama (KLIK) ;)

środa, 15 marca 2017

They see me Rollingggggg

Przez śliczną wiosenną pogodę, nabrałam chęci na wyjście z domu po szkole i zrobienie czegoś w kierunku przygotowania ciała na lato. Od kilku lat jeżdżę na rolkach, dlatego wybór padł właśnie na nie. Nie mogę powiedzieć że umiem jakoś super na nich jeździć jednak z czystym sumieniem powiem że jest coraz lepiej. Jakoś koło 14 wyszłam z domu w swoich czarno różowych rolkach z decathlonu oraz ochraniaczach na kolana, ponieważ znając moje szczęście, spotkanie z ziemią było bardzo prawdopodobne. Do domu mojej przyjaciółki miała około 5 km. Już w połowie drogi bolały mnie nogi a ochraniacze mi przeszkadzały. Jednak ścisnęłam swoje pośladki, jak to moja kochana wuefistka zawsze mówi, i po około 35 minutach dojechałam do celu. Musiałam wybierać okrętne drogi bo tylko tak mogłam ominąć typowe niemieckie uliczki ala deptaki z małych, nie równych kamieni po których nie da się po prostu jeździć. Zdyszana nie miałam za dużo czasu na odetchnięcie po mojej jeździe, gdyż moja kochana koleżanka również nabrała ochoty na jeżdżenie na rolkach. A ja nie umiałam albo po prostu nie chciałam jej odmówić! Wybraliśmy się na skatepark i tam spędziliśmy dobrą godzinę, po czym wróciłyśmy do niej do domu. Dopiero pod jej blokiem, przypomniało nam się że nie zrobiłyśmy żadnych zdjęć na bloga. Więc zaczęłam robić masę śmiesznych poz a moja koleżanka robiła mi zdjęcia. Oczywiście żadna z nas nie wpadła na to żeby zdjąć rolki i obydwie prawie rysowałyśmy twarzą po podłodze. Efekty naszej małej "sesji" macie na dole. Tak wiem, miałam dać więcej zdjęć ale będąc takim niefotogenicznym kalafiorem jak ja, po prostu się nie da! Obiecuję że następnym razem będzie ich więcej. Jeśli chcecie więcej zdjęć z mojego życia codziennego odsyłam na swojego snapa: siematudaga ;)



Leginsy: Tally Weijl
Baseballówka: Tally Weijl
Bluzka: Sinsay
Worek: Adidas

poniedziałek, 13 marca 2017

Seszyn Profeszyn

Do Kalendarzowej wiosny zostało nieco ponad tydzień. Jednak ja już zaczęłam ją czuć. Weekend był bardzo słoneczny. W końcu mogłam zrzucić swoją zimową kurtkę w kąt i wyjść w czymś lżejszym. Planowałam wyjście z koleżankami na dwór żeby porobić sobie jakieś zdjęcia, jednak musiałam zmienić plany. W czwartek po południu zaczęła brać mnie choroba, na początku zapowiadało się zwykłym przeziębieniem. Z bólem gardła poszłam w piątek do szkoły i to zdecydowanie było złym pomysłem. Jak tylko wróciłam po lekcjach ze szkoły, położyłam się do łóżka i jedyną czynnością jaką byłam w stanie zrobić, było wyciągnięcie kolejnej chusteczki z pudełka. Przeleżałam resztę piątku oraz całą sobotę, oglądając Sherlock'a i jedząc tuczące rzeczy.




 W niedzielę postanowiłam się w końcu podnieść i wyjść z domu. Odkopałam w szafie szarą baseballówkę z skórzanymi rękawami. Kupiłam ją ze 2 lata temu w Tally Weijl i z tego co pamiętam dałam za nią 25€. Podczas naszego godzinnego spaceru, przyjaciółka zrobiła mi jedno zdjęcie które bardzo mi się spodobało. Dzisiaj (Poniedziałek 13.03.17) postanowiłam wyjść z inną koleżanką po szkolę porobić sobie zdjęcia. Znalazłyśmy idealne miejsce. Czyli fundamenty zamku które znajdują się tuż nad moim ogrodem. Zrobiłyśmy sobie kilka zdjęć. Jednak nie wszystkie były udane. Wybrałam dwa z nich, mam nadzieję że wam się spodobają! Zapraszam również na mojego Instagrama xoxo







Bluzka Primarkt  
Spodnie Tally Weijl
Buty Nike Air Force 1 niskie
  

sobota, 11 marca 2017

Recenzja Niemieckich Kosmetyków Pielęgnacyjnych

W ostatnim czasie zaopatrzyłam się w sporą ilość kosmetyków pielęgnacyjnych i pomyślałam że zrobię dla was jakąś recenzje. Może zacznę od faktu że mieszkam w Niemczech i większości z nich nie da kupić się w Polsce, dlatego postaram się znaleźć je na jakiejś Polskiej stronie posiadającej Niemieckie kosmetyki.

***
Zacznę od żeli pod prysznic, zdecydowanie pozytywnie zaskoczyły mnie te dwa z Palmolive. Z tego co wiem są cztery zapachy tych żeli. Ja mam czekoladowy "Chocolate Passion" oraz truskawkowy "Strawberry Touch". Z tych dwóch bardziej zachwycił mnie Chocolate Passion, ponieważ jego czekoladowy zapach był dużo bardziej intensywny, niż ten truskawkowy. W Niemczech kosztuję on około 2/3€ za 250ml. Znalazłam go dla was za 9,35zł


***
Kolejnymi kosmetykami będą balsamy do ciała. Będzie ich dosyć sporo, ponieważ mam ich aż 3. Hm, zacznę od mojego faworyta. Zdecydowanie najbardziej pozytywnie zaskoczył mnie kakaowy balsam lekko brązujący Lary Bellucci. Kupiłam go, żeby było śmiesznie, w supermarkecie. Kosztował 3/4€ i okazał się super! Stosować go, można na każdej skórze i efekt brązujący jest naprawdę super, bo nie jest ani za mocny ani za słaby. Dodatkowo zapach czekolady, jak posmarowałam się wieczorem, czułam go jeszcze rano po przebudzeniu. Lekki brąz na skórze trzyma się od 3 do 5 dni. Opakowanie jest bardzo duże, ma aż 500g i naprawdę jest bardzo wydajny. Przemierzałam internet w poszukiwaniu tego balsamu ale niestety nigdzie go niema. Jeśli gdzieś go znajdziecie stacjonarnie albo w internecie, bierzcie go bez zastanowienia i dajcie mi znać na maila.


***
Kolejny Balsam który sobie kupiłam to Balea Cocos & Sheanuss. Kosztował tylko 1,50€. Niestety dostałam od niego uczulenia i musiałam go oddać. Moja Mama bardzo go sobie chwali. Bardzo dobrze nawilża i ma lekki, kokosowy zapach.


***
Ostatnim balsam kupiłam w sklepie dm, tak samo jak ten z Balea. Jest on od firmy Treaclemoon i nazywa się true shea love. Balsam sam w sobie jest fajny. Dobrze nawilża, jednak przeszkadza mi jego zapach. Kosztował 2,95€ i za taką cenę spodziewałam się czegoś więcej, muszę przyznać że trochę się zawiodłam. Znalazłam go dla was za 23zł (True Shea Love)


***
Ostatnio skończył mi się krem do twarzy, dlatego kupiłam sobie nowy tym razem z firmy bebe Young Care. Stwierdziłam że wypróbuję relaksacyjno-pielęgnacyjny w końcu czemu nie. I bardzo jestem zadowolona ze swojego wyboru. Krem bardzo dobrze mi się sprawdza. Stosuję go tak jak jest zalecane na etykiecie, czyli dwa razy dziennie na twarz, szyję oraz dekolt. Bardzo jestem nim pozytywnie zaskoczona ponieważ kosztował tylko 3,15€ i jest przeznaczony dla każdego rodzaju skóry. Na Polskiej stronie kosztuję on 24,75zł (Relaxing Care)


***
Kolejnym kosmetykiem jest żel do demakijażu również z firmy bebe Young Care. Ten żel używam od dłuższego czasu i bardzo go lubię. Nie podrażnia mi skóry ani nie wysusza jej. Jest jednym z moich ulubieńców i polecam go z całego serduszka. Kosztuje on około 4€ i znalazłam go na polskiej stronie za 25,30zł (Quick&Clean)


***
Ostatnią rzeczą jest dezodorant, również firmy bebe Young Care, którą ostatnimi czasy bardzo lubię. Dezodorant ma bardzo ładny zapach, nie robi plam i jest trwały. Cóż chyba nic więcej nie mogę o nim powiedzieć. Bardzo wam go polecam kosztował około 2€. Niestety nie mogę go znaleźć na żadnej stronie.


***
Hmmm.... To pierwszy taki post na tym blogu i mam nadzieję że wam się podoba. Zachęcam do kupowania tych produktów bo są naprawdę bardzo dobre i od razu mówię że nie jest to post sponsorowany.